Codzienność potrafi być głośna. Praca, dom, dzieci, obowiązki, telefon, lista rzeczy do zrobienia… Zanim się obejrzymy, kończy się kolejny dzień. A gdzieś pomiędzy tym wszystkim łatwo zgubić to, co najważniejsze — czas sam na sam z Bogiem.
Nie dlatego, że przestaliśmy Go potrzebować. Czasem po prostu wydaje nam się, że żeby naprawdę spędzić z Nim czas, potrzebujemy ciszy, otwartej Biblii, kubka herbaty i przynajmniej godziny tylko dla siebie. A takich idealnych chwil w zwyczajnym życiu może być naprawdę niewiele.
Zacznij od tego, co masz.
Może to być dziesięć minut rano, zanim obudzi się reszta domu. Kilka przeczytanych wersetów podczas śniadania. Modlitwa w samochodzie. Spacer bez telefonu. Jedna pieśń uwielbienia zamiast kolejnego filmu czy podcastu.
Nie chodzi o długość spotkania, ale o zwrócenie serca w Jego stronę.
Warto też od czasu do czasu świadomie odciąć się od codziennego hałasu. Odłożyć telefon, wyłączyć powiadomienia, znaleźć spokojne miejsce i po prostu pobyć z Bogiem. Czytać Jego Słowo bez pośpiechu. Modlić się. A czasem zwyczajnie zamilknąć.
Jezus również szukał takich chwil. Ewangelie pokazują, że odchodził na osobność, aby się modlić. Jeśli On pośród ludzi, potrzeb i służby znajdował przestrzeń na spotkanie z Ojcem, tym bardziej my jej potrzebujemy.
Czas z Bogiem nie jest kolejnym obowiązkiem na naszej liście. To miejsce, z którego możemy czerpać siłę do całej reszty.
Nie czekaj więc na idealny moment. Zacznij od kilku minut. Otwórz Biblię. Odłóż telefon. Powiedz Bogu, co naprawdę masz dziś w sercu.
A później wróć do swojej codzienności — ale już niekoniecznie z takim samym sercem, z jakim z niej na chwilę wyszłaś/ wyszedłeś
„Zbliżcie się do Boga, a zbliży się do was.”
Jakuba 4,8